Większość ludzi, to idioci. Dlatego demokracja jest takim idiotycznym ustrojem. Ale nie o demokracji chciałam, a o idiotach właśnie…

Dyskutowałam ostatnio z pewnym niemieckim filozofem… Nie był to Kant ani Schopenhauer, bynajmniej. Nie zażywałam żadnych środków działających halucynogennie. Po prostu prowadziłam dialog z niemieckim studentem filozofii. Wnioski nie były optymistyczne. Dla nas. Jako ludzie inteligentni mamy utrudnione zadanie w znalezieniu partnera/partnerki. Jak już zauważyłam na początku: większość ludzi to idioci. Faceci preferują idiotki, bo nie czują się przy nich słabsi, mogą dominować, a ponadto idiotki mają niższe oczekiwania. Dla osoby intelektualnie ponadprzeciętnej to ma znaczenie, co druga osoba ma w głowie. Intelekt jest, przynajmniej w moim mniemaniu, najseksowniejszą męską cechą. Aby człowiek fascynował, musi być jakiś, mieć coś do powiedzenia. Pomyślisz sobie, że to nie ma żadnego znaczenia, gdy idzie się z kimś do łóżka. Przeciwnie, ma ogromne znaczenie. Kiedy widzę idealnie wyrzeźbione ciało młodego faceta, który używa kilkukrotnie słowa „kurwa” w jednym zdaniu, to gość naprawdę nie zrobi na mnie wrażenia, a co już mówić o uwodzeniu i zaciąganiu do łóżka.  

Gdybym była głupsza, prawdopodobieństwo, że znajdę faceta, w którym się zakocham, wzrosłoby znacznie. W pewnym momencie życia człowiek może wyzbyć się złudzeń. Wystarczy jakieś rozczarowanie, by wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zrobiłam to. Dochodzę do wniosku, że miłość ma swoje piękne aspekty: wzajemne zrozumienie, wsparcie, seks. W sumie zrozumienie dają przyjaciele, wsparcie – rodzina, a seks nie jest powodem do tworzenia zobowiązujących znajomości. Przykre, ale tak jest. Zbyt dużo negatywnych konsekwencji się z tym wiąże i nie bez powodu ludzie zaczęli preferować otwarte związki. 

Często jest tak, że ludzie są z kimś nie z powodu miłości, lecz samotności. Nikt nie chce być sam, dlatego warto mieć kogokolwiek. Nawet jeśli daleko mu od ideału i z trudnością akceptujemy jego wady. Nawet gdy zadaje nam ból. Tak myślą niektórzy i trwają w podobnych związkach przez lata, a czasem nawet do końca życia, mimo iż nie są szczęśliwi. To jeszcze bardziej przykre aniżeli moje konkluzje dotyczące wartości związku. 

Są też szczęściarze, którzy znajdują swoją przysłowiową „drugą połówkę” i są z nią szczęśliwi (nienawidzę określenia „druga połówka”, bo każdy człowiek jest całością). Tacy ludzie, to wyjątki. 

Jestem inteligentna. Cholernie inteligentna. Faceci, którzy zwykli robić na mnie wrażenie, są już 40-50-letnimi doktorami, naukowcami, którzy mają rodziny i dzieci, zmarszczki i pierwsze siwe włosy. Zakładam, że o wiele łatwiej niż znaleźć miłość, jest po prostu kupić wibrator.